czwartek, 7 sierpnia 2014

pobudka o 4 nad ranem.

Passenger...

Spałam smacznie, nawet coś mi się zaczynało śnić... To było coś przyjemnego, bo pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu to brzydko zaklęłam. Tak więc zaczynało mi się śnić, a tu nagle słyszę dzwonek do drzwi, krzyki mojego brata, mamy, ktoś zbiegł po schodach?
Nie pamiętam co było dalej, pomimo tego, że starałam się nasłuchiwać... Pomyślałam: ha! Młody wrócił od dziewczyny za późno i teraz pewnie mama się na niego wydziera.
Mogłabym przysiądz, że WTEDY zegar wskazywał godzinę gdzieś koło 2 w nocy.
No nic. Zasnęłam.
Aż tu nagle słyszę syreny wyją! co się kur*a dzieje o 3 w nocy?!
Aaa nie było tak łatwo - "trzecia w nocy - godzina duchów".
Za chwilę dzwoni do mnie Baśka (która przyjechała do babci, tej za płotem).
O tej porze? O co chodzi? Co z tymi syrenami? Dlaczego już nie wyją? 
Zanim skończyłam myśleć Basia przestała dzwonić, jak się okazało, dzwoniła już drugi raz, ale pierwszego nie zarejestrowałam.
Za chwilę SMS: "sorry haha chciałam zdjęcie zmienić haha".
WTF? 
- I nie śpisz? 
- Spałam tam gdzie Lecho i on chrapał, ja się wkur... w samochodzie siedzę, nie mogę zasnąć i sorry, nie chciałam cie obudzić"

Lecho to wujek.

Gadałyśmy aż do 4 rano, a nawet kilka minut po, bo nie mogłam zasnąć. Wysłałam Tomkowi buziaczka, żeby miał niespodziankę jak o 4:30 budzik go wybudzi do pracy.

A tak było naprawdę:

Mój brat wrócił przed 1 w nocy, chciał wjechać do garażu...
"ale patrzę... a tam coś stoi! Sobie myślę - kur*a! Ale wielki biały pies! Skąd on się tutaj wziął? Skąd tutaj taki wielkie psisko?! Podjechałem bliżej, patrzę - a to świnia! Nasza świnia! Uciekła! Szybko do domu, dzwonkiem w drzwi i lecę po tatę! Te drzwi wejściowe zawsze były uchylone, a ja w kasku, ciemno, lecę na oślep... Ktoś drzwi zamknął - se myślę NO KUR*A!
Tata! Tata! Świnia uciekła! Tata wstał, mama zbiega ze schodów - co się stało?! - no świnia nam uciekła! - kogo?! - ŚWI-NIA! ŚWINIA!"

i to była pierwsza historia.

- Baśka, w nocy jakieś syreny wyły słyszałaś to?!
- Eee... No to było tak, że jak chciałam drzwi w samochodzie otworzyć, bo Lecho przecież chrapał, to ciemno było przed domem, światła nie świeciłam i nie widziałam... i nie ten guzik nacisnęłam no i alarm włączyłam..."

Co by nie było, przynajmniej wyszłam na balkon o 4 nad ranem i pomyślałam sobie:
"ALE ZAJEBIŚCIE!"


Żeby zanudzić już do końca dzisiaj...

po treningu - taki oto twarożek z ogórkiem i pietruszką :)
"bo pietruszka jest dobra na oczy"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyrażenie własnej opinii - jak najbardziej. O jedno tylko proszę - szanujmy się nawzajem i stosujmy tę "poprawną" polszczyznę bez zbędnych brzydkich wyrazów :)
Dziękuję.