Dobrze, że nie mamy psa... Oszalałby jakby musiał wybierać co miesiąc "idziesz z nim czy zostajesz ze mną?".
Moja miłość to ciągłe oczekiwanie na coś lepszego. Po pół roku wydawało mi się, że rozumiem i będę działać inaczej, teraz minęło prawie 2 lata... A ja nadal nie rozumiem. Za każdym razem wydaje mi się, że umiem odpowiedzieć sobie na pytania:
- Dlaczego on to robi?
- Co poszło nie tak?
- Dlaczego nie potrafimy ze sobą rozmawiać?
- Co zrobiłam źle?
- Co można było zrobić inaczej?
- Dlaczego nigdy nie usłyszałam od niego "rozstańmy się"?
- Dlaczego to ja za każdym razem wychodzę z inicjatywą "nie pasujemy do siebie"?
- Dlaczego on lubi mnie denerwować?
- Sprawdza mnie?
- Dlaczego nie potrafi powiedzieć "przepraszam" choć wie, że zrobił źle?
- Czy czasem płacze?
- Czy o mnie teraz myśli?
- Co czuje?
- Czy jest zakochany? Czy był?
- Czy jest szansa na to, żeby to wszystko naprawić?
- Czy po kolejnym powrocie będzie inaczej?
Nie umiem, nie znam odpowiedzi i chyba nigdy znać nie będę.
Za każdym razem nasze rozstania są mniej emocjonalne, to trochę zabawne.
Wczoraj się pokłóciliśmy, padły ostre słowa, rano nie wyszedł z pokoju, ale później czekał na moje spojrzenie, które... nie padło.
Mój brat mówi: ZOSTAW GO. Brat, siostra, mama, koleżanki... mniej znajome lub bardziej.
A ja...? Zostawiam... 30 raz zostawiam.
I za każdym razem mówię sobie: teraz to już naprawdę koniec, nie mogę tak dalej żyć.
Może tym razem będzie inaczej? Może faktycznie dotrzymam danego sobie słowa?
Ściełam włosy, tydzień temu, na znak, że to koniec, zaczynam nowe życie - taaaa, taki symbol pieruński.
Włosy ściełam, trochę za krótko, i co poza tym? Nic. To samo.
Ta cała sytuacja czasem mnie śmieszy... Tak jakbyśmy oboje wiedzieli, że jesteśmy na siebie skazani. Bo przecież... nie robimy sobie krzywdy. Nie zdradzamy, nie ma przemocy, kochamy się, czasem tylko nie potrafimy się ze sobą dogadać. Czasem komuś zależy mniej, a komuś bardziej. Czasem nam się wydaje, że jesteśmy totalnie od siebie inni. Czasem za bardzo zmęczeni tym całym cyrkiem. Czasami brakuje nam kontroli w słowach, czasami fantazja sięga zenitu, czasami duma nie pozwala i honor na jakiś gest, czasami czekamy na to "przepraszam"...
Czekamy i czekamy...
Nie potrafię być pełna nienawiści. Może chcę spróbować poczuć coś innego, ale nie wiem czy z kimś innym... Wydaję mi się, że potrzebuję zmiany życia i spróbowania tej spontaniczności, której nigdy mi nie brakowało.
Wierzyć w przeznaczenie? Czy może przeznaczenia nie ma, tak jak powiedział kiedyś o.Szustak... Miłość to kwestia wypracowania i przepracowania ze sobą wszystkiego. To nie przeznaczenie. To cholernie ciężka praca dwóch osób, które kiedyś wypowiedzieli sobie te dwa magiczne słowa...
Najmagiczniejsze... i najpiękniejsze na świecie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wyrażenie własnej opinii - jak najbardziej. O jedno tylko proszę - szanujmy się nawzajem i stosujmy tę "poprawną" polszczyznę bez zbędnych brzydkich wyrazów :)
Dziękuję.