Tydzień się kończy, a ja czuję jakbym była w połowie.
Codziennie coś robię! Czegoś się uczę, jakaś prezentacja, jakaś praca domowa na przyszłe zajęcia, obiad trzeba zrobić, posprzątać, książkę poczytać, z Tomem się spotkać, iść pobiegać...
Czuję się dobrze z tą świadomością, że mam zajęty cały dzień, od rana do wieczora. Póki co wszystko idzie zgodnie z planem i tego się trzymajmy do samego końca.
Dzisiaj zrobiłam progres - zapisalam sie na zajęcia z erasmusami!
Cztery polskie dziewczyny + pięciu chłopaków z Hiszpanii i jeden z Węgier. JEST MOC!
Trochę się boję, bo mój angielski nie jest na zadowalającym poziomie, ale pomyślałam sobie, że nie chcę nadal być ciotą i bać się przekroczyć swoją strefę komfortu o której mówią wszyscy ludzie, którzy coś w życiu osiągneli.
Kolejne zajęcia dopiero za trzy tygodnie... W przyszłym zaliczam egzamin z ekonomiki (zaraz siadam do nauki, która całkiem wchodzi do głowy), zostanie tylko wychowanie zdrowotne, ale podobno babka daje ten sam test, więc już się przestaje stresować.
Jedyna rzecz, która teraz mnie martwi, to fakt, że mój operator pracy magisterskiej od dwóch dni nie odpisuje mi na maila, a muszę jechać do Lublina w przyszłym tygodniu. Mnie to nie obchodzi, koleś musi znaleźć dla mnie 15 minut swojego cennego czasu.
Dodatkowo - zapisałam się na konferencję naukową o produkcie turystycznym na wschodzie Polski - coś przydatkego do mojej pracy magisterskiej :)
24 października - urodziny Toma. I to nie byle jakie, ale 30! Nie mam pomysłu co zrobić. Tzn no dobra, mam tylko JEDEN pomysł, ale na razie nie mogę się zdradzić.
Cóż... Takie pierdu pierdu dzisiaj.
Raport zdany, nie ma więcej problemów, nie mam czasu ich wymyślać.
W zasadzie to i jeszcze jednej rzeczy chciałabym wspomnieć. Czekałyśmy z dziewczynami na zajęcia, i Krysia rzuciła temat, że zostały jeszcze miejsca na Erasmusa na Islandie. No to mówię pół żartem, pół nie, że mój chłopak to by mnie porzucił jakbym miała teraz wyjechać na pół roku.
Na co Krysia: "a co to jeden chłopak na świecie? Nie ten to następny. Ja tam się nie przejmuję, tylko robię co chcę. A jak chłopak chciałby do mnie przyjechać, to przecież by znalazł czas i przyjechał".
Myślę sobie - faktycznie! Złapałam się na tym, że nie myślę w tym momencie o sobie, tylko o wszystkim innym.
Szczerze mówiąc nie wiem jak Tom by zareagował, gdybym faktycznie wyjechała na pół roku. Wątpię czy by czekał...
A z drugiej strony, to co powiedziała Krysia jest takie głębokie... i tak daje do myślenia...
Wyobrażam sobie jak będzie fajnie, jak już skończę te studia... Chciałabym wyjechać z kraju. Jakoś tak... Czuję, że potrzebuję zmiany otoczenia. Nie dlatego, że jest mi tutaj źle.. Po prostu chciałabym pomieszkać w innym kraju.
A może po prostu zaczynam za dużo myśleć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wyrażenie własnej opinii - jak najbardziej. O jedno tylko proszę - szanujmy się nawzajem i stosujmy tę "poprawną" polszczyznę bez zbędnych brzydkich wyrazów :)
Dziękuję.